Wsie Warszawy

Wiejska historia roślinna Warszawy. Między pamięcią, projekcją a współczesną nostalgią

Magdalena Krzosek i Aleksandra Litorowicz

Seria drzeworytów Widoki Mokotowa pod Warszawą z 1882 roku, autorstwa Edwarda Gorazdowskiego i Aleksandra Gierymskiego, przedstawia malowniczą mazowiecką wieś u stóp wzgórza 11 E. Gorazdowski, A. Gierymski, Widoki Mokotowa pod Warszawą [seria drzeworytów], „Kłosy” 1882, t. 35, nr 896, s. 137 [online w:] Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa, https://mbc.cyfrowemazowsze.pl/dlibra/publication/82426/edition/76287/content, dostęp: 23.10.2025. ↩︎. Widzimy na nich drewniane domy oraz budynki gospodarskie i ich obejścia, otoczone polami uprawnymi i pastwiskami, które zupełnie nie przypominają stołecznej dzielnicy, w jaką wkrótce przekształci się to miejsce. We wsi spokojnie pasą się krowy, mieszkańcy zostali uchwyceni w trakcie prac polowych, ktoś szykuje wóz i konie do drogi, ktoś inny czerpie wodę ze studni. Jedynie widoczne na drugim planie cegielnie zwiastują rychły rozwój zwartej, murowanej zabudowy. Już niebawem, bo w 1916 roku, Mokotów zostanie włączony w granice Warszawy.

Ryc.1 Widoki Mokotowa pod Warszawą, aut. E. Gorazdowski, A. Gierymski, 1882. Źródło ilustracji: Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa.

Widoki przedstawione na drzeworytach nie dają nam z pewnością pełnego obrazu podwarszawskiej wsi końca XIX wieku. Mimo załączonego opisu – „rysował z natury” – nawet sam Gierymski, autor szkiców, puszcza do widza oko, umieszczając na jednej z grafik postać artysty malującego chłopską chatę. Zabieg ten prowokuje widza do zastanowienia się nad tym, na ile obraz, który widzi, ma wartość dokumentalną, a na ile sentymentalną. Przefiltrowany przez oko, wyobraźnię i kreskę artysty wiejski krajobraz zawiera uniwersalny zestaw elementów, który (nawet dziś) chcemy kojarzyć z sielskością życia na prowincji. Rozproszona drewniana zabudowa, szerokie gościńce, skromne, ale uporządkowane obejścia, dobrze wykarmione zwierzęta gospodarskie i ludzie niespiesznie oddający się pracy w polu lub zagrodzie. W tle, na wzniesieniu, kościół. Przy każdej chacie rośnie drzewo o pięknym, regularnym pokroju – może znana w kulturze ludowej jako gatunek ochronny lipa drobnolistna (Tilia cordata), może dąb szypułkowy (Quercus robur) czy jesion wyniosły (Fraxinus excelsior). Rozpoznać można na pewno strzelistą sylwetkę topoli (Populus sp.). Niektóre wyglądają raczej na drzewa owocowe – jabłonie, śliwy czy grusze. Gdzieniegdzie dostrzegamy wysokie krzewy – może to popularny wówczas jaśminowiec (Philadelphus coronarius), lilak (Syringa vulgaris), kalina koralowa (Viburnum opulus) czy bez czarny (Sambucus nigra).

Potraktujmy ten zestaw jako punkt wyjścia i dołóżmy do niego kolejny obraz – Widok Saskiej Kępy z przed 40-tu laty, grafikę nieznanego autorstwa, która ukazała się w 1900 roku w czasopiśmie „Wędrowiec” 22 Widok Saskiej Kępy z przed 40-tu laty [rycina], „Wędrowiec” 1900, R. 38, nr 31, s. 607 [online w:] Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa, https://mbc.cyfrowemazowsze.pl/dlibra/publication/88139/edition/80859/content, dostęp: 25.10.2025. ↩︎. Jest to typowa rycina prasowa z przełomu XIX i XX wieku, opublikowana w periodyku, który służył informowaniu opinii publicznej o ważnych lub ciekawych miejscach oraz wydarzeniach. Grafika ukazuje Saską Kępę jako obszar pokryty polami uprawnymi, łąkami i zagajnikami. Na pierwszym planie widzimy mieszczan spacerujących i poruszających się konno oraz chłopa gnającego bydło. Na dalszym planie – szeroka aleja obsadzona drzewami oraz pola, łąki i pastwiska poprzecinane pasami krzewów. W tle Wisła. Uwagę zwracają kępy bujnej roślinności na miedzach – to już rzadko spotykane, nawet na terenach pozamiejskich, zbiorowiska okrajkowe, czyli zarośla składające się z wielu gatunków rodzimych krzewów, takich jak głóg (Crataegus sp.), śliwa tarnina (Prunus spinosa), dzika róża (Rosa canina), leszczyna (Coryllus avellana), dereń świdwa (Cornus sanguinea), trzmielina zwyczajna (Euonymus europaeus) czy szakłak (Rhamnus cathartica).

Tytuł ryciny odnosi się do stanu sprzed czterdziestu lat – sugeruje więc spojrzenie retrospektywne sięgające lat 60. XIX wieku. Rycina dokumentuje etap przejściowy, kiedy teren o charakterze wiejskim, pozostający blisko miejskiego życia i transportu rzecznego, zaczął powoli zmieniać swój charakter. Dzięki temu, że ukazuje krajobraz już w tamtym momencie utracony, zyskuje walor jednocześnie nostalgiczny i projekcyjny. Kompozycja elementów i sposób ich przedstawienia odpowiadają emocjonalności, nie zaś wizualnemu porządkowi. Ludzie są narysowani w małej skali i stłoczeni na pierwszym planie, dominuje nad nimi centralnie osadzony, rozległy widok pól i łąk z rzeką w oddali. Jest to melancholijne spojrzenie kogoś, kto obserwuje zmiany i tęskni za dawnym obliczem miejsca. Nosi ono w sobie pewną poznawczą naiwność i idealizację, ale także modelowość, ponieważ zawiera to, co nawet współcześnie chcemy widzieć i o czym chcemy pamiętać odnośnie do krajobrazów sprzed epoki intensywnej urbanizacji i wielkoobszarowego rolnictwa.

Ryc.2 Widoki Saskiej Kępy z przed 40-stu laty, aut.brak, 1900. Źródło ilustracji: Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa.

Jeszcze bardziej sielskie przedstawienie wiejskiego rodowodu dzisiejszej prawobrzeżnej Warszawy odnajdziemy na rycinie Z Saskiej Kępy, autorstwa Ciechomskiego i Antoszewicza, która ukazała się w czasopiśmie „Kłosy” w 1887 roku 33 J. Ciechomski, S. Antoszewicz, Z Saskiej Kępy [rycina], „Kłosy” 1887, t. 45, nr 1174, s. 420 [online w:] Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa, https://mbc.cyfrowemazowsze.pl/dlibra/publication/84683/edition/77299/content, dostęp: 25.10.2025. ↩︎. Widzimy na niej czwórkę dzieci zgromadzonych przy ognisku wśród pól, późnym latem lub jesienią, po żniwach i zbiorach. Niewielkie postaci otacza rozległy mazowiecki pejzaż, z typowymi szpalerami przydrożnych i śródpolnych drzew oraz jarem, w którym prawdopodobnie płynie strumień. Nad jarem dostrzegamy charakterystyczne sylwetki głowiastych wierzb. Ogławianie wierzb, czyli regularne przycinanie ich górnych partii pni i gałęzi, było przez wieki praktyką o charakterze zarówno gospodarczym, jak i estetycznym. Zabieg ten pozwalał pozyskiwać giętkie witki używane do wyplatania koszy, ogrodzeń czy faszynowania brzegów rzek, a także na opał. Dzięki systematycznemu przycinaniu wierzby zyskiwały charakterystyczny kształt – gruby pień i pióropusz młodych odrostów, który stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów mazowieckiego krajobrazu nadrzecznego i wiejskiego. Najczęściej formę tę nadawano dwóm gatunkom: wierzbie białej (Salix alba) i wierzbie kruchej (Salix fragilis).

Ryc. 3 Z Saskiej Kępy, aut. J. Ciechomski, S. Antoszkiewicz, 1887. Źródło ilustracji: Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa.

Ogłowione wierzby pojawiały się często w sztuce i literaturze jako symbol podkreślający związek człowieka z naturą oraz tradycyjny sposób życia na Mazowszu. Utrwaliły się w malarstwie pejzażowym, na rycinach i akwarelach jako wyraz swojskości, prostoty i ciągłości tradycji. Zaczęły też symbolizować polskość i zakorzenienie w niej, a ich regularnie kształtowane „głowy” – powtarzalny rytm życia podporządkowany przyrodzie i pracy. Nieprzypadkowo więc takie drzewa pojawiły się w tle sceny rodzajowej z XIX-wiecznej Saskiej Kępy. Do dziś w zbiorowej wyobraźni funkcjonują jako kod kulturowy, który przenika imaginarium mazowieckiej wsi.

Ryc.5_Wierzby głowiaste
Ryc.4_Wierzby głowiaste

W podobny sposób jak XIX-wieczni twórcy rycin konstruujemy i dziś narracje o pozostałościach wiejskich krajobrazów, które wchłania rozrastająca się Warszawa. Niektóre z nich są faktycznymi śladami dawnego rolniczego zagospodarowania terenu i wciąż pozostają czytelne, a przy tym odgrywą rolę materialnych świadectw przejścia od wsi do wielkiego organizmu miejskiego. Inne są czymś wyobrażonym, opowiadanym dawnym językiem, ale stworzonym od nowa, „na wzór”, jako znak nostalgii za przeszłością. Szczególnym przypadkiem są tu rośliny i ich historie, zanurzone we wspomnieniach o polach uprawnych i wiejskich ogrodach, w których sąsiedztwie wyrastały kolejne pokolenia warszawiaków i warszawianek. Wiele z nich mieszkańcy stolicy przywieźli ze sobą z rodzinnych stron, z różnych części Polski. Inne – jak onętek, inaczej zwany kosmosem podwójnie pierzastym (Cosmos bipinnatus) – wrosły w miasto tak mocno, jakby stąd oryginalnie pochodziły. To właśnie kosmosy, które są powszechnie kojarzone z estetyką rabat ozdobno-użytkowych tworzonych przy wiejskich chatach i płotach, są nazywane potocznie „warszawiankami”. Roślina ta, co ciekawe i nieco paradoksalne, nie jest gatunkiem rodzimym dla naszej strefy geograficznej. Została sprowadzona do Europy kilka stuleci temu z Ameryki Środkowej. Odbyła więc podobną drogę przez ocean jak inne gatunki, bez których nie wyobrażamy sobie rolniczych krajobrazów naszego kraju – ziemniaka (Solanum tuberosum), kukurydzy (Zea mays), fasoli (Phaseolus sp.) czy słonecznika (Helianthus annuus). Ciekawym przykładem jest też słonecznik bulwiasty (Helianthus tuberosus), znany też jako topinambur, który do Polski dotarł w XVIII wieku i wkrótce wszedł do uprawy. Dziś, jako tak zwany uciekinier z upraw, jest uznawany za roślinę inwazyjną. W Warszawie spotykamy go powszechnie – na przydrożach, nieużytkach i zdziczałych łąkach.

Wiele gatunków drzew, krzewów i kwiatów, a także roślin użytkowych, które nadal rosną w stolicy, odnosi nas do jej wiejskiej przeszłości. Nie stanowią one jednak materialnych śladów wiejskości, bo wrażenie ciągłości ich trwania jest częściej naszą interpretacją opartą na kulturowych wyobrażeniach niż faktem 44 Warto zaznaczyć, że termin „ogrody wiejskie” możemy definiować na dwa sposoby. Historycznie ogrodami wiejskimi nazywano zarówno założenia przy zlokalizowanych na prowincji siedzibach dawnej arystokracji i szlachty (dworsko-parkowych i pałacowo-parkowych), jak i ogrody chłopskie. W przypadku obiektów dworskich i parkowych część z towarzyszących im ogrodów wciąż możemy podziwiać w postaci pozostałości lub rekonstrukcji. Ogrody chłopskie znamy natomiast przede wszystkim ze źródeł archiwalnych – wspomnień, opisów, rycin i fotografii. W niniejszym tekście interesuje nas ten drugi typ. ↩︎. Tereny miejskie i podmiejskie Warszawy w ostatnich dekadach przeszły znaczące zmiany, a procesy wymazywania śladów dawnej zabudowy czy układów przestrzennych nigdy dotąd nie były tak intensywne. Wraz z nimi znikały zadrzewienia śródpolne, dawne ogrody i sady. Intensywna zabudowa deweloperska, rozlewanie się osiedli mieszkaniowych na przedmieścia oraz zabudowywanie obszarów rolnych sprawiły, że z przestrzeni stolicy wyparto typowe dla miedz okrajki czy zbiorowiska chwastów, rosnących niegdyś na przychaciach, w tym rośliny takie jak pokrzywa zwyczajna (Urtica dioica), bluszczyk kurdybanek (Glechoma hederacea), dąbrówka rozłogowa (Ajuga reptans), łopian (Arctium sp.) czy ziarnopłon wiosenny (Ficaria verna). Zastąpiły je nasadzenia nowych gatunków i odmian szkółkarskich oraz rozległe trawniki, a tam, gdzie człowiek nie nadążał, pojawiły się dziko rosnące gatunki synantropijne, czyli takie, które towarzyszą przestrzeniom poddanym silnym przekształceniom. Dawne chwasty pól uprawnych, zwane w nomenklaturze naukowej segetalnymi, takie jak chaber bławatek (Centaurea cyanus), rumianek pospolity (Chamomilla recutita) czy kąkol polny (Agrostemma githago), zostały zastąpione przez ich ruderalnych następców – gatunki przystosowane do życia na poboczach dróg, nasypach kolejowych, hałdach czy placach budowy, na przykład bylice (Arthemisia sp.), przymiotna (Erigeron sp.) czy nawłocie (Solidago sp.). Rośliny segetalne wracają jednak coraz częściej do miasta jako element łąk kwietnych – stąd współczesne warszawskie ulice na powrót zaczynają powoli przypominać dawne mazowieckie przydroża.

W tkance urbanistycznej stolicy, zwłaszcza w jej dzielnicach peryferyjnych, pozostałości układów typowych dla sposobu urządzenia wsi przekładają się dziś na łanowy układ osiedli. Podziały działek biegną wzdłuż granic pól i obrębów leśnych, a tam, gdzie gminy nie nadążają z budową sieci drogowej, odnajdziemy relikty duktów naznaczonych kapliczką lub krzyżem. Gdzieniegdzie zachowały się nawet zespoły budynków związanych z produkcją rolną (jak dawne zabudowania PGR na Bródnie), które przypominają o agrarnej przeszłości dzisiejszych osiedli mieszkaniowych. Te często niezauważane elementy ujawniają punkty zwrotne, pozwalające lepiej zrozumieć proces przeobrażania się stolicy z zespołu sąsiadujących ze sobą osad wiejskich, które charakteryzował użytkowy stosunek do ziemi, w miejski konglomerat, w którym zieleń została podporządkowana reżimom kształtowania i pielęgnacji. Tym samym z dominującej funkcji użytkowej przekształciła się w element ozdobny.

Mimo to Warszawa nadal żyje nostalgią za roślinną wiejskością, a mieszkańcy i mieszkanki miasta podejmują wiele starań o wprowadzenie elementów rustykalnych w miejskich ogrodach, na dziedzińcach kamienic, w przestrzeniach międzyblokowych, w parkach i na skwerach. Pojawiają się w nich dynie i słoneczniki, a także zioła i rośliny lecznicze, takie jak mięta (Mentha sp.), melisa (Melissa officinalis), bylica boże drzewko (Artemisia abrotanum), lubczyk (Levisticum officinale), ruta (Ruta graveolens), piołun (Artemisia absinthium) czy nagietek (Calendula officinalis). Widuje się także malwy (Malva sp.), maciejkę (Matthiola incana), groszek pachnący (Lathyrus odoratus) i nasturcję (Tropaeolum majus). Gatunki typowe niegdyś dla wiejskich przedogródków wracają też na odgórnie planowane rabaty miejskie. Coraz częściej są w nie wkomponowywane ostróżki (Delphinium sp.), irysy (Iris xgermanica), lwie paszcze (Antirrhinum majus), lewkonie (Matthiola sp.), rudbekie (Rudbeckia sp.), dalie (Dahlia sp.), piwonie (Paeonia sp.) czy płomyki wiechowate (Phlox paniculata), zwane potocznie floksami.

Ryc.6_Warszawianki
Ryc.7_Groszek ozdobny
Ryc.9_Nasturcja
Ryc.8_Malwy
Ryc.10_Topinambur

 

Wyrazem dążenia do przywrócenia użytkowej funkcji roślinności miast są ogrody społecznościowe, które opierają się na charakterystycznej relacji mieszkańców wsi do ziemi jako zasobu, który służy produkcji żywności. Miejscy ogrodnicy i ogrodniczki sadzą warzywa, owoce i zioła. Pod koniec sezonu wspólnie zbierają plony. Nawiązaniem do tego aspektu życia wiejskiego były organizowane przez kilka lat stołeczne dożynki ogrodów społecznościowych – w latach 2017–2021 odbyło się pięć edycji tego wydarzenia. Innymi przykładami są: Dyniobicie – coroczna impreza związana ze zbiorem plonów w ogrodzie Motyka i Słońce na osiedlu Jazdów – czy sąsiedzkie święto plonów w Dzikim Ogrodzie działającym przy Domu Kultury „Świt” na Bródnie 55 Więcej informacji o działających w stolicy ogrodach społecznościowych oraz ich lokalizacji w przestrzeni miasta znajdziesz w Społecznym Archiwum Warszawskiej Przyrody – projekcie zbierającym wiedzę o oddolnym zaangażowaniu mieszkańców stolicy w relacje z przyrodą i kształtowanie terenów zieleni, prowadzonym przez Fundację Puszka. Zob. https://archiwum.miastozdziczenie.pl/. ↩︎.

Ryc.11_Nagietek
Ryc.12_Chaber bławatek
Ryc.13_Nasturcja

Powszechnie kojarzonym z wsią elementem krajobrazu Warszawy są drzewa owocowe. Podczas spacerów i eksploracji miasta z pasjonatami przeszłości stolicy stają się one punktami zaczepienia dla narracji o niegdysiejszej wiejskości wielkiego miasta. Nawet pojedyncze drzewo owocowe jest często wskazywane jako pierwszy widoczny ślad, który cofa nas do czasów, gdy zamiast bloków po horyzont ciągnęły się chłopskie zagrody i gospodarstwa. W rzeczywistości jednak większość drzew owocowych z warszawskich i podwarszawskich sadów nie przetrwała do obecnych czasów. Zniszczono je podczas wojny, wycięto na opał lub pod późniejszą zabudowę. Wiele z nich obumarło ze starości i zostało usuniętych przez zarządców zieleni. Jak szacował profesor Szczepan Pieniążek, wieloletni dyrektor Instytutu Sadownictwa w Skierniewicach i jedna z najbardziej zasłużonych postaci dla rozwoju tej dziedziny w Polsce: „Przeciętnie […] jabłonie i grusze żyją w naszych sadach 40–50 lat, wiśnie, czereśnie i śliwy 30–40 lat, morele i brzoskwinie 15–25 lat” 66 S.A. Pieniążek, Sad przy domu, wyd. Państwowe Wydawnictwo Rolne i Leśne, Warszawa 1980, s. 6. ↩︎. Naprawdę sędziwe egzemplarze drzew owocowych są więc ewenementem. W centralnym rejestrze form ochrony przyrody, spośród ponad czterystu drzew, które uznano za pomniki przyrody w Warszawie (z powodu ich wartości ekologicznej, ale także historycznej czy kulturowej), znalazło się jedynie pięć drzew gatunków sadowniczych. Wszystkie z nich to grusze (Pyrus communis). Pojedyncze drzewa pamiętające dawny wiejski krajobraz znajdziemy w miejskich parkach i terenach zieleni, na przykład na Bródnie czy Służewiu. Pochodzą one jednak raczej z okresu PRL niż z czasów, gdy podwarszawskie wsie nie były jeszcze częścią stolicy.

Sadownictwo wiąże się z Warszawą w szczególny sposób. To właśnie w obecnym ścisłym centrum (między ulicami Emilii Plater a Tytusa Chałubińskiego), od końca XIX wieku do II wojny światowej, działał Ogród Pomologiczny – ośrodek uprawy, hodowli i aklimatyzacji drzew owocowych, skąd sadzonki wędrowały nie tylko na mazowiecką wieś, ale także w Polskę. Znaną szkółkę drzew owocowych i gospodarstwo handlujące sadzonkami prowadziła także rodzina Ulrichów. W ten sposób Warszawa nie tylko została ukształtowana na dawnych terenach wiejskich, ale także zwrotnie – wpływała na to, jakie gatunki i odmiany pojawiały się w ogrodach i sadach na prowincji.

Mimo że drzewa owocowe z tamtych czasów nie są już powszechnie obecne w tkance miasta, przetrwała wiedza o uprawianych wówczas odmianach, które za sprawą różnych inicjatyw naukowych i społecznych ponownie są sadzone w przestrzeni miejskiej. Pomimo braku ciągłości materialnej pozostaje ciągłość symboliczna, której wyrazem są konkretne działania przekształcające tereny zieleni rekreacyjnej w potencjalne zasoby użytkowe. Przykładem może być sad społeczny na Wilanowie, założony kilka lat temu z inicjatywy mieszkańca dzielnicy w ramach Budżetu Obywatelskiego, na terenie niewielkiego nieużytku w sąsiedztwie Szkoły Podstawowej nr 358 im. hetmana Jana Zamoyskiego. Znajdują się w nim nie tylko drzewa owocowe, ale także krzewy – porzeczki, agrest czy maliny.

Ryc.14. Sad społeczny na Wilanowie, fot. M. Krzosek, 2025.

Również na Wilanowie, z inicjatywy dziennikarki Katarzyny Bosackiej, odzyskiwanie starych odmian jabłoni zyskało wymiar celebracyjny. Projekt zakładał zasadzenie 100 drzew starych odmian dla uczczenia 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Przy zaangażowaniu dzielnicy od 2018 roku posadzono je między innymi przy przedszkolach i szkołach. W przyszłości można z nich będzie zrywać kosztele, papierówki, antonówki, malinówki czy grafsztynki, które są alternatywą dla odmian wykorzystywanych współcześnie w towarowej produkcji jabłek. Projekt ma szansę stać się w ten sposób wieloletnim działaniem, łączącym wielopokoleniowe grupy mieszkańców, budujących nowy, osadzony w historii lokalnej element tożsamości dzielnicy. Drzewa owocowe sadzi się na Wilanowie przy różnych okazjach (np. dla upamiętnienia uchwalenia Konstytucji 3 Maja czy w czasie Dni Wilanowa), stały się nawet elementem kampanii politycznych 77 We wrześniu 2023 roku podczas Dni Wilanowa Katarzyna Bosacka wraz z Aleksandrą Gajewską, kandydatką Koalicji Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych, rozdawały mus jabłkowy z cynamonem, nawiązując do projektu sadowniczego przy szkołach, przedszkolach i w innych miejscach publicznych, a także przypominając o słabości Jana III Sobieskiego i Marysieńki do sadów i jabłek, przede wszystkim koszteli. ↩︎.

Wokół powrotu do sadzenia starych odmian drzew owocowych jest prowadzona coraz szersza działalność edukacyjna i badawcza. Zajmuje się tym między innymi Towarzystwo Przyjaciół Dolnej Wisły 88 Zob. R. Sobieralska, Ochrona starych odmian drzew owocowych, Towarzystwo Przyjaciół Dolnej Wisły, http://www.stareodmiany.pl/ochrona-starych-odmian-drzew-owocowych, dostęp: 26.10.2025. ↩︎. Dotyczy ona nie tylko samych aspektów sadowniczych (uprawy, pielęgnacji, poznawania walorów smakowych), ale także często historii miejsca, w którym jest prowadzona. Ze zgromadzonej wiedzy korzystają liczne inicjatywy lokalne. Przykładem był między innymi warsztat zorganizowany jesienią 2024 roku przez Koło Gospodyń i Gospodarzy Wiejskich „Grymle z Urzecza”. Podczas wydarzenia, oprócz przekazywania praktycznej wiedzy ogrodniczej, zachęcano do sadzenia tradycyjnych odmian jabłoni i grusz, nie tylko ze względu na ich walory użytkowe, ale też wartość sentymentalną, odnoszącą zbiorową wyobraźnię do krajobrazów i smaków dzieciństwa. Warto pamiętać, że Urzecze to dla wiejskiej tożsamości Warszawy jeden z formacyjnych mikroregionów etnograficznych. Rozciągał się on w Dolinie Środkowej Wisły od ujść Pilicy i Wilgi na południu po Siekierki i Saską Kępę na północy. Niegdyś był wypełniony sadami zaopatrującymi stolicę w jabłka, gruszki, wiśnię nadwiślankę i inne sezonowe owoce. W ostatnich latach poświęcono mu wiele opracowań i wydarzeń z zakresu edukacji przyrodniczo-kulturalnej, dzięki czemu przywracany jest zbiorowej pamięci.

Odniesienia do obecności drzew owocowych w historii i przestrzeni Warszawy odnajdziemy również w założeniach osiedla Sady Żoliborskie, zbudowanego w latach 1958–1972, według projektu Haliny Skibniewskiej, przez Warszawską Spółdzielnię Mieszkaniową. Jest to przykład powojennej zabudowy, w której architektura mieszkaniowa została wpisana w krajobraz dawnych upraw użytkowych. Skibniewska postanowiła zachować rosnące tu drzewa owocowe i pokazać, że zieleń międzyblokowa może mieć walor praktyczny. Architektka tak argumentowała swoje decyzje projektowe: „Jeśli na osiedlu jednocześnie sadzimy dom i sadzimy drzewo, to mieszkaniec musi czekać na drzewo dwadzieścia pięć, trzydzieści lat. Wiem, że muszę zachować wszystko, co rośnie, bo to mi pozwoli stworzyć szybciej prawdziwe środowisko mieszkalne zaludnione drzewami. […] Kiedy ratowałam jabłonki na Sadach, w dodatku rachityczne, to wszyscy uważali mnie za stukniętą romantyczkę. Tymczasem nie był to żaden romantyzm, wręcz przeciwnie – twardy racjonalizm, kalkulacja. Sady Szumią sadami, a po piętnastu latach młode lipki stale są «dziecinne»” 99 J. Trybuś, Przewodnik po warszawskich blokowiskach, Warszawa 2011, s. 80. ↩︎.

Po kilku dekadach drzewa tak pieczołowicie zachowane przez Skibniewską popadły jednak w zapomnienie. Dopiero od jakiegoś czasu lokalni aktywiści i mieszkańcy, związani z inicjatywą sąsiedzką Owocowe Sady Żoliborskie, walczą o zachowanie owocowego charakteru miejsca i starają się o to, by zieleń dalej była utrzymywana i pielęgnowana w formie sadów. Wykorzystują w tym celu różnorodne narzędzia: organizują spotkania, wspólne owocobrania, zlecili ekspercką inwentaryzację drzew, a także akcje artystyczne. Działalność grupy spotyka się jednak z wieloma wyzwaniami: wymaga wolontariackiego zaangażowania i czasem staje się kanwą sporów o zagospodarowanie zieleni miejskiej – część mieszkańców, skarży się na to, że spadające owoce są nieestetyczne, brudzą i utrudniają korzystanie z terenu. Sady Żoliborskie są więc przykładem miejsca, w którym wiejskość i miejskość nie tylko przeplatają się ze sobą, ale też zcierają. Możemy więc powiedzieć, że aby te dwa światy nadal funkcjonowały obok siebie w przestrzeni stolicy, wymagają stałego zaangażowania społeczności i zarządców terenu, a także negocjacji zasad korzystania z nich i ich utrzymania 1010 Po szerszą analizę odsyłamy do pracy Zielony Żoliborz. Drzewa owocowe, aktywizm i relacja z miejscem Kamila Konrada Dąbrowskiego, obronionej na Wydziale Nauk o Kulturze i Sztuce Uniwersytetu Warszawskiego w 2021 roku, napisanej pod opieką prof. Anny Horolets. ↩︎.

Opisane wyżej inicjatywy wpisują się w szerszy nurt „nostalgii za wiejskością”, związany z potrzebą powrotu do korzeni i życia w zgodzie z cyklem wegetacyjnym przyrody. Łączy on pamięć historyczną i lokalną tożsamość z praktycznymi aspektami ekologii i edukacji. Pokazuje także, że zachowywanie i odtwarzanie dawnych elementów krajobrazu wiejskiego w przestrzeni miasta nie jest łatwe, ale może pełnić wielowymiarowe funkcje – od kulturowych (na przykład wzmocnienie tożsamości lokalnej) przez społeczne (na przykład rekreacja, edukacja) po środowiskowe. Tendencja ta jest też istotna ze względu na zmianę postrzegania funkcji zieleni miejskiej i przywracanie jej użytkowych aspektów. Zakładanie sadów, ogrodów warzywnych czy rabat ziołowych, które pozwalają na praktyczne wykorzystanie ich zbiorów, stanowi nowy model miejskiej codzienności – nastawionej na wspólnotowość i świadomość potencjalnych zasobów żywnościowych terenów zurbanizowanych.

Ryc. 15. Drzewa owocowe pod Kopą Cwila na Ursynowie, fot. M. Krzosek, 2025.